Nurkowanie a narty

Nigdy nie jeździłem na nartach. Albo nie było okazji, albo po prostu brakowało czasu… Jednak jak to w życiu często bywa wszystko się odmieniło dzięki dziecku… Żywy pięciolatek chce spróbować wszystkiego. Sanki szybko mu się znudziły i upomniał się o narty. Zima i śnieg w tym roku dopisywały, no i na szczęście mamy koło Olsztyna gdzie spróbować zjechać na boazerii czy na parapecie*. Oczywiście przy okazji treningów syna, spróbowałem i ja… No i spodobało mi się. Czasu jednak na naukę za dużo nie miałem. Po kilku tygodniach już pod koniec zimy wpadłem na genialny jak się później okazało pomysł. Trochę pomógł mi w tym Adam z Głazowiska – bazy agroturystycznej niedaleko Suwałk. Zapytałem o wolne miejsca noclegowe, i w ogóle co słychać…, on odparł że właśnie wrócił z nart. Pytam więc jak było w górach, a on mówi: nieeee, w górach nie byłem. U nas jest wyciąg ;). Już od dwóch sezonów niedaleko Jeleniewa działa ośrodek narciarski Szelment. Do dyspozycji gości przygotowanych jest sześć oświetlanych narciarskich tras zjazdowych i pięć wyciągów o długości od 300 do 400 metrów oraz jeden 100-metrowy wyciąg dla dzieci.

Po chwili wiedziałem już, że pojedziemy na Suwalszczyznę wleziemy pod lód a potem na stok! Będzie niezła zabawa, szczególnie dla mnie nie mającego bladego pojęcia o jeździe na nartach.
Myślę że większość osób czytających te słowa zna doskonale jezioro Hańcza – kultowe miejsce dla polskich płetwonurków. Moje pierwsze wizyty na suwalszczyźnie sięgają czasów gdzie płetwonurek nad brzegiem najgłębszego polskiego jeziora budził zdziwienie i zaciekawienie. Tak, tak, były takie czasy. Dzisiaj jak wiadomo każdy z trzech parkingów nad jeziorem od strony miejscowości Błaskowizna jest w sezonie, szczególnie w weekendy dość mocno oblegany. W okolicy jeziora w Błaskowiźnie działa kilka baz nurkowych, jest sporo miejsc noclegowych. Hańcza kusi wszystkich dobrą widocznością, słynnymi ściankami czy starymi dłubankami. Kilka lat temu spędziłem tam nawet sylwestra i przywitałem Nowy Rok pod wodą, a Hańczę odwiedzałem regularnie kilka razy w roku. Poza ciekawymi nurkowaniami okolice jeziora to bajkowe pejzaże, cisza i spokój pozwalające na porządny wypoczynek. Rok temu w styczniu siarczysty mróz i porywisty wiatr nieco utrudniał nam nurkowanie, sprzęt zamarzał po kilku sekundach, i nasze nurkowania choć piękne były piekielnie trudne. Pamiętam, że Pampersa w całym sprzęcie i z twinem na plecach zapakowaliśmy do bagażnika i tak zawieźliśmy aby wrzucić go pod prysznic. Wszystko tak szybko na nim zamarzło, że nie było najmniejszej szansy rozebrać go nad jeziorem. Trzeba pamiętać że nie jest dobrym pomysłem nurkowanie przy tak niskiej temperaturze i dodatkowo silnym wietrze. Poza pewnym przemarznięciem na pewno łatwo zniszczymy sprzęt; ja na przykład musiałem po tamtym weekendzie wymienić zamek w suchym skafandrze. Dlatego w tym roku duże mrozy przeczekaliśmy. W pierwszy weekend marca późnym popołudniem w piątek ruszyliśmy do Adama. Tylko, że tym razem obok sprzętu nurkowego do samochodów zapakowaliśmy narty! W całej Polsce śniegu już było mało, w Olsztynie jeszcze zalegał ale w Suwałkach zastaliśmy zimę w pełnej krasie. Przynajmniej będą dobre warunki na narty. Przed wyjazdem próbowałem dowiedzieć się czy jest możliwy dojazd nad jezioro, tak aby wykonać przerębel na ścianką i zapewnić sobie super nurkowanie. Normalna droga prowadząca do jeziora była mocno zasypana. Niestety moi dwaj informatorzy zawiedli i jak się okazało podali nieprawdę… Przejazdu nie ma! Pani Słowikowa grzecznie lecz stanowczo oznajmiła nam w sobotni poranek że owszem możemy przejechać przez jej podwórko ale do jeziora dojechać się nie da, chyba że porządną terenówką… Niestety Heniek** raczej nie dałby rady… Już miałem się napędzać i mimo wszystko próbować, lecz w ostatniej chwili chłopaki zaczęli machać łapami i krzyczeć. Ktoś jedzie busem po lodzie! Faktycznie, po chwili i ja zauważyłem auto pędzące po zamarzniętym jeziorze…

Jak inni jeżdżą to i my spróbujmy. Ostrożnie; wykonując próbną jazdę mniejszym wozem, dojechaliśmy i naszym busem do pierwszej plaży u Słowika. Na miejscu szybko odkryliśmy kilka zamarzniętych zrobionych wcześniej przerębli. Okazało się że lód jest gruby i ma ok. 35 cm. Wycinanie nowej dziury zajęłoby sporo czasu, a my jeszcze na narty mieliśmy jechać… Skorzystaliśmy zatem z jednej z pozostawionych dziur, zrobionych naprzeciw metalowej łodzi. Wybór okazał się idealny. Trafiliśmy nad małą ściankę, długie rozłożone dostojnie pień drzewa i …choinkę. Widoczność mnie powaliła. Chociaż na początku wydawało się że pod wodą jest ciemno, to pod koniec nurkowania wyjrzało piękne słońce. Ze ścianki na ok. 20 metrach idealnie było widać przerębel i krzątających się wokół niego ludzi. Nurkowanie było zatem przepiękne, śmiem twierdzić że moje najlepsze pod lodem… Wyszedłem dopiero wtedy, gdy przestawałem czuć palce u rąk. Po nurkowaniu, którym wszyscy byliśmy po prostu zauroczeni zjedliśmy porządny obiad i ruszyliśmy na stok. Zaparkowałem samochód przez czarną trasą i dopiero wtedy zacząłem zdawać sobie sprawę w co ja się pakuję… Pożyczone narty i buty miały na pewno spore doświadczenie (co było można wywnioskować po ich stanie ;)), ale ja byłem narciarskim żółtodziobem. Tomek i Alicja także, i to dodawało mi otuchy. Resztę ekipy stanowili doświadczeni już narciarze, więc liczyłem na ich podpowiedzi. Za szkolenie mnie zabrał się Tomek (drugi Tomek;)). Chyba wyszło mu to nieźle a ja nie byłem totalnym gamoniem bo już po kilku zjazdach zaproponował mi już czarną trasę. Głupio mi było odmówić, więc spróbowałem. Do połowy zjechałem na nartach, a dalej na tyłku, ale przeżyłem…
Drugi Tomek (ten początkujący narciarz) po lekcjach z instruktorem też poruszał się po stoku bardzo dobrze. Nasi doświadczeni narciarze stwierdzili że Szelment jest naprawdę niezłą bazą narciarską gdzie śmiało można stawiać pierwsze kroki ale też podnosić posiadane już umiejętności.

Po kolacji, chyba już o godzinie 21 spałem jak zabity. Spać szedłem zmęczony ale naprawdę zadowolony. Cały dzień aktywnie spędzony na świeżym powietrzu przy idealnej pogodzie zadowolił wszystkich. Następnego dnia zadziałaliśmy jeszcze szybciej. Chwilę po 10 rano byliśmy już po nurkowaniu by ok. 11 rozpocząć jazdę na stokach Szelmentu! Dziesięć szybkich zjazdów, obiad i powrót do Olsztyna.
Zaliczyliśmy kolejny niesamowity weekend. Byliśmy pod wrażeniem idealnej wręcz przejrzystości wody w Hańczy, wspaniałej pogody no i kilkoro z nas odkryło nowy zimowy sport. Narty to naprawdę piękna sprawa, tym bardziej kiedy połączymy je z nurkowaniem.

* Podobno wśród narciarzy: parapet to snowboard, a boazeria to narty ;0
** Heniek to bus… który wozi nas na nurkowania

Miłosz Dąbrowski
milosz@aquadiver.pl